Sprawdzałem jak dojechać do nowej firmy. 7.2 km w jedna stronę. Tylko końcówka dzisdowska, a reszta całkiem całkiem, jak na polskie warunki nie można narzekać. Praktycznie wcale nie korzystam z jezdni... Ścieżki niestety nie ma na całej długości, a tam gdzie jest nie ma przejazdów przez jezdnie tylko udają, że skończyła sie czerwona kostka pół metra przed przejadem...
Przechorowałem chyba prawie cały maj i rower musiałem ciągle odsuwać na póxniej, ale od dziś znów jestem "w siodle". Mam nadzieję, że pomimo sesji znajdę czas na regenerację komórek. Rozjeżdżałem się jak zwykle w WPKiW w Chorzowie.
Na dziś za zadanie miałem pierwszy raz wyciągnać siosre na rower. Na poważną kontuzję rower mam nadzieję okaże się dobrą rehabilitacją. Takze była ot wycieczka po WPKiW.
Po bardzo długim okresie siedzenia od rana do nocy przy komputerze nad projektem, udało mi się wyrwać na chwilkę na rowerek. Najwyższy czas bo jutro wracam na studia...
To co jeżdżę nazywam turystycznym XC. Pełna przyjemność z jazdy. Jazda bez jakiś specjalnych osiągów, ale bywa, że na długich dystansach. W 2009 roku udało mi się spełnić moje największe rowerowe marzenie - rowerowa wyprawa po Norwegii (http://norwegia.gtwertep.org/). Ta wyprawa bardzo zmieniła moje spojrzenie na miejsce turystyki w moim życiu.
Staram się jeździć po lasach w okolicach Katowic kiedy tylko mogę. Poza tym chodzę po górach i zacząłem się wspinać na sztucznej ścianie.