Nareszcie koniec sesji i mozna skoczyć dalej na rower. W moim przypadku to był pierwszy raz w tym roku kiedy przekroczyłem 30 km:/ No i objechałem lasy na trasie Tychy - Pszczyna. Było super ;)
Katowice - Jaworzno Długoszyn, dalej nad zalew Sosina, potem do Ciężkowic do stadniny, a na koniec na osiedle stałe w Jaworznie. Potem jeszcze do domu. Niestety i tym razem nie udało się zrobić ładnych 100 km, ale jeszcze sezon się nie skończył;)
Katowice -> Jaworzno Długoszyn -> Kamieniołomy i powrót. Super trasa na odcinku Długoszyn Kamieniołomy. Bardzo dobrze się tam jeździ i naprawdę jest gdzie. Było jak na Jurze:D
Katowice - Jaworzno Długoszyn - Sosina - Piechnik - Długoszyn - Katowice Spodek - dom. Wychodząc z domu poczułem po raz pierwszy w tym roku tak gorące powietrze. Jechało sie w tych warunkach ciężko, ale dało się przeżyć. Nad Sosinną masa ludzi, więc uciekałem stamtąd. Do Katowic wróciłem na finał ligi światowej siatkówki ;)
To co jeżdżę nazywam turystycznym XC. Pełna przyjemność z jazdy. Jazda bez jakiś specjalnych osiągów, ale bywa, że na długich dystansach. W 2009 roku udało mi się spełnić moje największe rowerowe marzenie - rowerowa wyprawa po Norwegii (http://norwegia.gtwertep.org/). Ta wyprawa bardzo zmieniła moje spojrzenie na miejsce turystyki w moim życiu.
Staram się jeździć po lasach w okolicach Katowic kiedy tylko mogę. Poza tym chodzę po górach i zacząłem się wspinać na sztucznej ścianie.