Kolejny tegoroczny rekord i wcale nie byłem tak zmęczony po samej jeździe jakby się mogło wydawać. Dopiero wieczorem nadszedł strzał. Musze więcej jeździć :D
Nie taki diabeł straszny jakim... Po przejrzeniu opisu trasy ruszyłem do Pszczyny z Katowic. Odcinek ten jest znany jako bardzo słabo oznakowany na odcinku Katowice Tychy, ale jakoś sobie poradziłem i nie nadłożyłem drogi. Później jeszcze pojechałem do Żor i wróciłem do Katowic. Oj dało mi to wszystko w kość...
Zapowiadał się dystans przynajmniej 60km, który miał mnie wprowadzić w coraz większe dystanse, a tymczasem zrobiłem zaledwie 37. To mniej niż dzień wcześniej. Wszystko wynikło ze złego planu wycieczki i już na konie dnie w pociągu planowałem kolejny weekend z długim dystansem:)
Parę tygodni nie jeździłem na rowerze. W górach pracowały zupełnie inne mięśnie co mogłem odczuć wracając z Chudowa. Normalnie przejazd jest na wysokich obrotach. tera było mizernie.
Próbowałem uderzyć dalej niż zwykle Katowice - Lędziny. Okazało się jednak, że zielony szlak to tylko pętelka w lesie. Muszę następnym razem to lepiej zorganizować z mapą, bo dziś to była partyzantka. Nie miałem też plecaka z zapasową ilością wody, a w Lędzinach zawsze mam problem trafić na sklep spożywczy:/ Na te 70km bidon mi starczył akurat :)
To co jeżdżę nazywam turystycznym XC. Pełna przyjemność z jazdy. Jazda bez jakiś specjalnych osiągów, ale bywa, że na długich dystansach. W 2009 roku udało mi się spełnić moje największe rowerowe marzenie - rowerowa wyprawa po Norwegii (http://norwegia.gtwertep.org/). Ta wyprawa bardzo zmieniła moje spojrzenie na miejsce turystyki w moim życiu.
Staram się jeździć po lasach w okolicach Katowic kiedy tylko mogę. Poza tym chodzę po górach i zacząłem się wspinać na sztucznej ścianie.